Stworzyliśmy pierwszy w historii rządowy projekt ustawy o związkach partnerskich. I tu trzeba mówić o legislacji, czyli napisaniu tego pięćset-stronicowego prawa. Wymagało to też szukania sojuszników wewnątrz administracji rządowej na różnych szczeblach. Tak naprawdę, gdy ustawa trafiła na stały komitet rady ministrów, mieliśmy już zabezpieczone środki na wprowadzenie nowych przepisów. Ministerstwo Finansów zgodziło się, żeby przeznaczyć pieniądze na stworzenie rejestrów, zmiany teleinformatyczne w głównych instytucjach, czyli ZUS, KRUS i KAS. Ustawa nie weszła na Radę Ministrów z powodów politycznych. To była decyzja premiera, ale nie poddajemy się. Chcemy usiąść do stołu z PSL i wyjść z patowej sytuacji.
Musimy pamiętać, że od 6 sierpnia w Pałacu Prezydenckim zasiądzie Karol Nawrocki. Chcielibyśmy do 2027 położyć na jego biurku jakiś projekt ustawy. I tu trzeba pomyśleć, czy chcemy wersję maksimum, czy raczej chcemy projekt, który zagwarantuje podstawowe poczucie bezpieczeństwa.
Jeśli słyszę głosy, że problemem jest nazwa, to naprawdę nie ma problemu. Możemy nazwać tę ustawę umową rodzinną, partnerską, ustawą o statusie osoby bliskiej, osoby partnerskiej.
Musimy z organizacjami społecznymi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy szukamy większości w Sejmie dla projektu maksimum, czyli czy idziemy po projekt, za którym zagłosuje Lewica, Koalicja Obywatelska i duża część Polski 2050, ale ten projekt nie przejdzie. Czy jednak szukamy innego rozwiązania, które załatwi codzienne problemy społeczności.
Moją rolą jest znaleźć rozwiązanie, które przejdzie przez Sejm, Senat i będzie możliwe do podpisania przez prezydenta. Nie wygraliśmy wyborów, nie możemy bić się o maksimum. Trzeba się zmierzyć z obecną rzeczywistością.
Katarzyna Kotula, pełnomocniczka ds. równości oraz posłanka
OKO.press, 30 lipca 2025 r.

















